Kiedy masturbacja przestaje być przyjemnością, a zaczyna przejmować kontrolę nad życiem?
Masturbacja jest naturalnym elementem ludzkiej seksualności i sama w sobie nie świadczy o problemie. Nie istnieje również jedna liczba, po przekroczeniu której można stwierdzić, że ktoś masturbuje się „za często”. Ludzie różnią się libido, temperamentem, sytuacją życiową i potrzebami seksualnymi. Dla jednej osoby masturbacja kilka razy w tygodniu będzie zupełnie neutralnym elementem życia, podczas gdy u innej znacznie rzadsze zachowanie może przybrać charakter przymusu i powodować poważne problemy.
Granica nie przebiega więc pomiędzy „często” i „rzadko”. Znacznie ważniejsze jest pytanie o kontrolę. Czy człowiek sam decyduje, kiedy chce się masturbować, czy raczej czuje, że musi to zrobić? Czy potrafi zrezygnować, kiedy ma inne obowiązki? Czy zachowanie pozostaje jednym z wielu źródeł przyjemności, czy zaczyna być podstawowym sposobem radzenia sobie ze stresem, nudą, samotnością albo trudnymi emocjami?
Właśnie wtedy warto przyjrzeć się sytuacji uważniej.
Problem zaczyna się wtedy, gdy znika możliwość wyboru
W potocznym języku często mówi się o „uzależnieniu od masturbacji” czy „uzależnieniu od pornografii”. W medycynie sprawa jest bardziej złożona. Światowa Organizacja Zdrowia w klasyfikacji ICD-11 posługuje się pojęciem kompulsywnego zaburzenia zachowań seksualnych. Chodzi o długotrwały wzorzec intensywnych impulsów i zachowań seksualnych, których człowiek nie potrafi odpowiednio kontrolować, mimo że zaczynają powodować wyraźne szkody w ważnych obszarach jego życia.
Masturbacja może być jednym z takich zachowań, podobnie jak kompulsywne korzystanie z pornografii czy inne aktywności seksualne. Kluczowe nie jest jednak samo zachowanie, lecz sposób, w jaki człowiek nad nim panuje.
Ktoś może przez długi czas obiecywać sobie, że ograniczy pornografię albo masturbację, po czym regularnie wracać do tego samego schematu. Może odkładać obowiązki, siedzieć przed ekranem znacznie dłużej, niż planował, zaniedbywać sen albo rezygnować ze spotkań z ludźmi. W pewnym momencie zachowanie przestaje być swobodnym wyborem, a zaczyna przypominać automatyczną odpowiedź organizmu na określone napięcie.
I właśnie utrata tej swobody jest jednym z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych.
Przyjemność nie zawsze jest głównym powodem
Na początku masturbacja jest zwykle związana z pobudzeniem seksualnym i przyjemnością. Z czasem jednak może zacząć pełnić jeszcze inną funkcję: regulowania emocji.
To szczególnie ważny mechanizm.
Człowiek wraca po ciężkim dniu z pracy, czuje napięcie i zmęczenie. Sięga po pornografię, masturbuje się i przez chwilę doświadcza ulgi. Innym razem pojawia się samotność, rozczarowanie, frustracja albo nuda. Zachowanie ponownie pozwala na moment odciąć się od tych emocji.
Samo szukanie przyjemności nie jest oczywiście niczym niewłaściwym. Problem pojawia się wtedy, gdy jedna czynność staje się niemal uniwersalnym lekarstwem na każdy nieprzyjemny stan.
Po pewnym czasie człowiek może przestać zauważać, że nie masturbuje się dlatego, że rzeczywiście ma ochotę na doświadczenie seksualne. Robi to dlatego, że jest zestresowany. Albo dlatego, że nie wie, co zrobić ze swoim wieczorem. Albo ponieważ pokłócił się z partnerką. Albo dlatego, że samo przeglądanie treści pornograficznych stało się automatycznym elementem korzystania z telefonu.
Zachowanie, które początkowo przynosiło przyjemność, zaczyna przede wszystkim przynosić krótkotrwałą ulgę.
Internet całkowicie zmienił skalę dostępności bodźców
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu dostęp do pornografii wymagał pewnego wysiłku. Dzisiaj niemal nieograniczona liczba materiałów znajduje się w telefonie noszonym przez cały dzień w kieszeni.
Zmieniła się również sama natura korzystania z pornografii. Możliwość przechodzenia pomiędzy tysiącami nagrań i kategorii sprawia, że użytkownik może bez końca szukać kolejnego, bardziej interesującego bodźca. Czasem właśnie poszukiwanie i oczekiwanie na coś nowego zaczynają pochłaniać więcej czasu niż sama aktywność seksualna.
Dla większości osób dostępność takich treści nie doprowadzi do rozwoju zachowania kompulsywnego. Znaczenie mają między innymi indywidualne predyspozycje, sytuacja życiowa, kondycja psychiczna i sposób radzenia sobie z emocjami. Nie można więc wyciągać wniosku, że pornografia automatycznie prowadzi do uzależnienia.
W przypadku części użytkowników łatwość dostępu może jednak ułatwiać tworzenie bardzo silnego nawyku. Telefon znajduje się zawsze pod ręką, treści są dostępne przez całą dobę, a zachowanie można powtarzać niemal bez ograniczeń.
Jak wygląda pętla kompulsywnego zachowania?
Charakterystyczny mechanizm często zaczyna się od napięcia. Może być ono związane z seksem, ale równie dobrze z pracą, samotnością czy niepokojem. Pojawia się impuls, następnie poszukiwanie treści pornograficznych lub masturbacja, a po niej ulga.
Przez chwilę wszystko wydaje się łatwiejsze.
Później może jednak pojawić się rozczarowanie. Człowiek dochodzi do wniosku, że znowu stracił godzinę, nie wykonał obowiązku albo złamał własne postanowienie. Pojawiają się wstyd, złość na siebie i obietnica, że sytuacja się nie powtórzy.
Te emocje same w sobie zwiększają napięcie. Po pewnym czasie znów pojawia się potrzeba szybkiego sposobu na jego rozładowanie. Mechanizm zaczyna się od początku.
Właśnie dlatego samo postanowienie, że „od jutra koniec”, często okazuje się niewystarczające. Jeśli człowiek nie rozumie, jakie emocje i sytuacje uruchamiają zachowanie, walczy jedynie z jego końcowym etapem.
Czy częsta masturbacja oznacza uzależnienie?
Nie.
To jedno z najważniejszych zdań w całym temacie. Częstotliwość sama w sobie nie pozwala rozpoznać problemu.
Jedna osoba może masturbować się niemal codziennie, a jednocześnie funkcjonować dobrze, pozostawać w satysfakcjonującym związku, wykonywać obowiązki i bez większego problemu zrezygnować z zachowania wtedy, gdy ma inne plany.
Ktoś inny może robić to znacznie rzadziej, ale odczuwać bardzo silny przymus, ukrywać swoje zachowanie, wielokrotnie bez powodzenia próbować je ograniczyć i przeżywać przez nie poważne problemy.
W ocenie znaczenie mają więc konsekwencje oraz poczucie kontroli, a nie kalendarz.
Mayo Clinic wskazuje, że sygnałami kompulsywnego zachowania seksualnego mogą być między innymi intensywne i powtarzające się impulsy zajmujące dużo czasu, nieudane próby ograniczenia zachowania, wykorzystywanie seksu jako ucieczki przed stresem czy samotnością oraz kontynuowanie zachowań pomimo problemów w pracy, związku, zdrowiu czy innych obszarach życia.
Kiedy warto zacząć się niepokoić?
Dobrym pytaniem nie jest więc „ile razy to robię?”, lecz „co to robi z moim życiem?”.
Jeżeli pornografia i masturbacja zaczynają regularnie wypierać sen, relacje, pracę albo inne zainteresowania, sytuację warto potraktować poważnie. Podobnie wtedy, gdy człowiek coraz częściej łamie własne postanowienia i ma poczucie, że jego zachowanie odbywa się niemal automatycznie.
Ważnym sygnałem jest również sytuacja, w której masturbacja staje się jedynym albo podstawowym sposobem regulowania emocji. Każdy człowiek potrzebuje metod radzenia sobie ze stresem. Jeżeli jednak niezależnie od rodzaju napięcia odpowiedź zawsze wygląda tak samo, repertuar sposobów radzenia sobie zaczyna być niebezpiecznie wąski.
Innym problemem może być stopniowe wycofywanie się z relacji. Pornografia jest łatwo dostępna i przewidywalna. Nie wymaga rozmowy, radzenia sobie z odrzuceniem czy uwzględniania potrzeb drugiej osoby. U części ludzi może więc stać się wygodnym substytutem kontaktu, zwłaszcza wtedy, gdy relacje społeczne są źródłem lęku lub trudności.
Wstyd może napędzać problem zamiast go rozwiązywać
Temat masturbacji nadal jest silnie obciążony ocenami moralnymi i kulturowymi. To sprawia, że osoba, która zaczyna tracić kontrolę nad swoim zachowaniem, często najpierw próbuje ukryć problem.
Pojawia się wstyd. A potem przekonanie, że należy po prostu wykazać się większą siłą woli.
Kiedy kolejne próby kończą się niepowodzeniem, obraz samego siebie staje się coraz gorszy. Człowiek zaczyna określać siebie jako słabego, zepsutego czy pozbawionego charakteru. Takie myślenie nie tylko nie pomaga, ale może dodatkowo zwiększać stres i poczucie osamotnienia.
Znacznie bardziej użyteczne jest potraktowanie kompulsywnego zachowania jako problemu, który można analizować. Co go uruchamia? Kiedy pojawia się największe ryzyko? Co wydarzyło się bezpośrednio wcześniej? Jakie emocje pojawiają się przed zachowaniem i po nim?
Takie pytania przenoszą uwagę z moralnej oceny na mechanizm.
Nie zawsze celem musi być całkowita abstynencja
To kolejny obszar, w którym łatwo o zbyt proste odpowiedzi.
W przypadku problemów z alkoholem czy narkotykami często mówi się o całkowitym zaprzestaniu używania substancji. Seksualność jest jednak naturalną częścią życia człowieka, dlatego celem pomocy przy kompulsywnych zachowaniach seksualnych nie musi być całkowite wyeliminowanie masturbacji czy seksualności.
Mayo Clinic opisuje cel leczenia jako pomoc w zarządzaniu impulsami i ograniczeniu problematycznych zachowań przy jednoczesnym zachowaniu zdrowego życia seksualnego i relacji.
W praktyce dla jednej osoby pomocne może być czasowe całkowite zrezygnowanie z pornografii. Ktoś inny będzie pracował nad zmianą sposobu korzystania z niej albo odzyskaniem świadomej kontroli nad masturbacją. Plan powinien uwzględniać indywidualną sytuację, a nie uniwersalną zasadę dotyczącą wszystkich ludzi.
Pierwszym krokiem jest poznanie własnych wyzwalaczy
Jedną z najbardziej praktycznych rzeczy, które można zrobić, jest przyjrzenie się momentom poprzedzającym zachowanie.
Czasami szybko okazuje się, że określony schemat powtarza się regularnie. Impuls pojawia się późnym wieczorem podczas korzystania z telefonu. Albo bezpośrednio po stresującym dniu. Albo po alkoholu. Albo wtedy, kiedy człowiek zostaje sam w domu i nie ma żadnego planu.
Rozpoznanie takich sytuacji pozwala zacząć zmieniać warunki, w których zachowanie staje się automatyczne.
Nie chodzi o stworzenie świata pozbawionego jakichkolwiek pokus. Chodzi raczej o zwiększenie przestrzeni pomiędzy impulsem a reakcją. Jeśli wcześniej oba wydarzenia następowały niemal jednocześnie, już kilka minut świadomej przerwy może być początkiem zmiany.
Samopomoc może być początkiem, ale nie zawsze wystarczy
Właśnie wokół pracy nad własnymi nawykami powstało wiele poradników. Dobrze przygotowana książka o uzależnieniu od masturbacji może pomóc przede wszystkim nazwać mechanizm problemu, zidentyfikować wyzwalacze i uporządkować pierwsze próby zmiany.
Jedną z takich publikacji jest „Kiedy przyjemność staje się obsesją. Autoterapia w uzależnieniu od masturbacji i pornografii” Jakuba Ciechanowicza, wydana przez TLPP. Poradnik wychodzi od założenia, że problemu nie należy definiować na podstawie samej częstotliwości masturbacji. Koncentruje się na utracie kontroli, przymusie i konsekwencjach oraz pokazuje, w jaki sposób zachowanie może stać się metodą radzenia sobie ze stresem, samotnością, nudą czy innymi emocjami.
Publikacja prowadzi czytelnika przez rozpoznawanie własnych wyzwalaczy, analizowanie pętli napięcia i ulgi oraz pracę z nawrotami. Istotne jest również to, że nie przedstawia seksualności jako czegoś złego, z czym trzeba walczyć. Jej deklarowanym celem jest odzyskanie możliwości świadomego wyboru i budowanie zdrowszej relacji z własną seksualnością.
Drugi poradnik o uzależnieniu od masturbacji i pornografii TLPP, „Odzyskaj życie. Autoterapia w uzależnieniu od masturbacji i pornografii” O. Moreau, również został skierowany do osób próbujących wyrwać się z powtarzalnego schematu. Może być alternatywnym punktem wejścia dla czytelnika, który szuka praktycznej pracy własnej i chce lepiej zrozumieć relację pomiędzy impulsami, pornografią, masturbacją i codziennym funkcjonowaniem.
Poradniki samopomocowe mogą być wartościowe szczególnie na początku, gdy ktoś dopiero rozpoznaje problem i potrzebuje uporządkować własne doświadczenia. Nie należy jednak traktować ich jako zamiennika specjalistycznej pomocy w sytuacji, gdy problem jest poważny.
Kiedy warto skorzystać z pomocy specjalisty?
Jeżeli wielokrotne próby zmiany kończą się niepowodzeniem, zachowanie powoduje znaczące problemy w związku, pracy lub codziennym funkcjonowaniu albo towarzyszą mu depresja, silny lęk, izolacja czy inne trudności psychiczne, warto rozważyć konsultację z psychologiem, psychoterapeutą, psychiatrą lub seksuologiem posiadającym doświadczenie w pracy z kompulsywnymi zachowaniami seksualnymi.
Profesjonalna pomoc nie musi oznaczać natychmiastowego otrzymania jakiejś etykiety diagnostycznej. Pierwszym celem jest zwykle zrozumienie, co właściwie dzieje się w życiu człowieka i jakie funkcje pełni dane zachowanie.
W terapii wykorzystywane są między innymi podejścia poznawczo-behawioralne, terapia akceptacji i zaangażowania czy techniki oparte na uważności. Praca może obejmować rozpoznawanie automatycznych schematów, uczenie się radzenia sobie z emocjami, zmianę otoczenia oraz odbudowę relacji.
W niektórych przypadkach problem współwystępuje z depresją, zaburzeniami lękowymi, używaniem alkoholu czy innych substancji. Wtedy skupienie się wyłącznie na masturbacji może nie wystarczyć, ponieważ kompulsywne zachowanie jest tylko jednym z elementów większego problemu.
Nawrót nie musi oznaczać powrotu do punktu wyjścia
Osoby próbujące zmienić kompulsywne zachowanie często myślą bardzo zero-jedynkowo. Ustalają określony cel, a kiedy raz go nie zrealizują, dochodzą do wniosku, że wszystko zostało zmarnowane.
To szczególnie niebezpieczny mechanizm.
Jedno potknięcie nie przekreśla wcześniejszej pracy. Znacznie bardziej wartościowe jest potraktowanie go jak informacji. Co tym razem uruchomiło zachowanie? Czy pojawił się stres? Alkohol? Samotny wieczór? Niewyspanie? Czy przez kilka dni narastało napięcie, które zostało zignorowane?
Takie podejście pozwala stopniowo lepiej rozumieć własne schematy.
Zmiana zachowań, które przez miesiące albo lata stawały się coraz bardziej automatyczne, rzadko przebiega idealnie. Ważniejszy od pojedynczego potknięcia jest kierunek, w którym człowiek zmierza.
Celem nie jest wojna z własną seksualnością
Największym błędem byłoby dojście do wniosku, że rozwiązaniem jest traktowanie seksualności jak wroga.
Masturbacja może być normalnym, przyjemnym i bezpiecznym elementem życia seksualnego. Problem pojawia się nie dlatego, że przyjemność istnieje, ale wtedy, gdy człowiek zaczyna tracić wpływ na swoje zachowanie i ponosi jego konsekwencje.
Dlatego najważniejsza zmiana nie polega na nauczeniu się wstydu ani na ciągłym zakazywaniu sobie seksualnych potrzeb. Chodzi o odzyskanie możliwości wyboru.
O sytuację, w której człowiek może zdecydować, że chce się masturbować – ale może też równie świadomie zdecydować, że dzisiaj tego nie zrobi. W której pornografia nie decyduje o sposobie spędzania wieczoru, a napięcie można rozładować na więcej niż jeden sposób.
To właśnie ta różnica oddziela przyjemność od przymusu.